Na co zwrócić uwagę, zanim podejmą Państwo decyzję finansową
Szanowni Pokrzywdzeni, do wielu z Państwa dotarła propozycja przystąpienia – za opłatą – do zbiorowego wniosku o ogłoszenie upadłości spółki będącej operatorem giełdy Zondacrypto. Zarząd Stowarzyszenia, działając w porozumieniu z obsługującą nas Kancelarią, przygotował ten materiał nie po to, by kogokolwiek oceniać, lecz po to, by dać Państwu narzędzie do samodzielnej, świadomej decyzji. Pieniądze pokrzywdzonych są zbyt cenne, by wydawać je pod wpływem pośpiechu.
Nasze stanowisko można streścić w jednym zdaniu: samo zgłoszenie wierzytelności w każdym otwartym postępowaniu upadłościowym jest rozsądne i tanie – natomiast finansowanie samodzielnego inicjowania takiej upadłości, zanim wiadomo, czy i gdzie ma ona sens, wymaga chłodnego namysłu.
Najpierw rozróżnienie, które zmienia wszystko
W obiegu publicznym dwie zupełnie różne czynności bywają mylone, a różnica między nimi decyduje o tym, ile Państwo zapłacą i z jakim ryzykiem.
- Złożenie wniosku o ogłoszenie upadłości – inicjatywa, która uruchamia całe postępowanie. Kosztowna i obarczona ryzykiem: opłata sądowa, zaliczka na koszty, a w sprawie tej skali – możliwość żądania przez sąd zaliczki znacznie wyższej, oraz ryzyko odrzucenia wniosku z utratą wyłożonych środków.
- Zgłoszenie wierzytelności – jednorazowa, prosta i niedroga czynność, wykonywana dopiero PO ogłoszeniu upadłości, aby znaleźć się na liście wierzycieli. Nie wymaga opłaty sądowej.
Kluczowe jest to, że do uruchomienia postępowania wystarczy jeden wniosek – złożony przez kogokolwiek: wierzyciela, samą spółkę, jej zarząd (na którym ciąży ustawowy obowiązek), a w określonych sytuacjach także inne uprawnione podmioty. Gdy upadłość zostanie ogłoszona, każdy pokrzywdzony zgłasza swoją wierzytelność samodzielnie, niezależnie od tego, kto wniosek złożył i czy za niego płacił. Nie trzeba współfinansować cudzej inicjatywy, aby później dochodzić swoich praw.
Czy polski sąd ma jurysdykcję? Dwie drogi, nie jedna
Główne postępowanie – zależy od COMI
Operator giełdy jest spółką zarejestrowaną w Estonii. Zgodnie z rozporządzeniem (UE) 2015/848 polski sąd mógłby otworzyć główne postępowanie upadłościowe wyłącznie wtedy, gdyby ustalił, że ośrodek podstawowej działalności dłużnika (COMI) znajduje się w Polsce, a nie w kraju rejestracji. Rozporządzenie wprowadza domniemanie działające na korzyść państwa siedziby – i to wnioskodawca musi je obalić.
Za polskim COMI przemawiać mogą: infrastruktura i biuro operacyjne w Katowicach, polski podmiot zapewniający obsługę technologiczną platformy, baza klientów w przeważającej części polska i marketing kierowany do polskich odbiorców. Przeciwko – statutowa siedziba i licencja w Estonii, zarząd rezydujący nominalnie za granicą oraz to, że polski oddział zarejestrowano dopiero pod koniec 2024 r., a więc krótko przed kryzysem. Zarząd szczerze życzy sobie, by tę jurysdykcję dla pokrzywdzonych uzyskać – ale jest to ciężki dowód, a nie pewnik.
Postępowanie wtórne – furtka, która nie wymaga obalania COMI
Nawet gdyby postępowanie główne otwarto w Estonii, art. 3 ust. 2 rozporządzenia 2015/848 w związku z art. 382 § 2 Prawa upadłościowego dopuszcza wtórne (uboczne) postępowanie upadłościowe w Polsce, ograniczone do majątku dłużnika położonego na terytorium RP. Co istotne – sama obecność polskiego oddziału przedsiębiorcy zagranicznego może wystarczyć do jego wszczęcia, bez konieczności obalania domniemania COMI. To droga węższa (obejmuje tylko aktywa krajowe), lecz proceduralnie pewniejsza niż walka o COMI. Praktyczna wartość tej drogi wymaga jednak dalszej analizy: postępowanie wtórne obejmie wyłącznie majątek położony w Polsce, a oddział – zarejestrowany dopiero pod koniec 2024 r. – nie był stroną umów z klientami, które zawierano z samą spółką estońską. Nie przesądza to o możliwości zgłoszenia wierzytelności (te kieruje się wobec dłużnika, nie oddziału), lecz każe ostrożnie oceniać, jaki majątek realnie zasili masę krajową i czy w autonomicznym rozumieniu rozporządzenia istnieje w Polsce „oddział” (zakład) prowadzący nieprzejściową działalność gospodarczą.
Cennik rozpisany w czasie – rachunek, którego warto dokonać
To punkt, na który Zarząd zwraca szczególną uwagę – nie dlatego, by jakakolwiek stawka była sama w sobie nieuczciwa, lecz dlatego, że horyzont czasowy przedstawiany w kalkulacji może znacząco odbiegać od realnego czasu trwania postępowania.
Modele tego typu składają się zwykle z niskiej opłaty wejściowej oraz opłaty rocznej za każdy rozpoczęty rok. Kłopot w tym, że upadłość spółki transgranicznej – z aktywami rozproszonymi między blockchain, zagraniczne giełdy, pożyczki wewnątrzgrupowe, udziały w innych spółkach i nieruchomości – rzadko kończy się w trzy lata. Pięć do siedmiu lat jest scenariuszem bardziej realistycznym, a spory o jurysdykcję, uznawanie orzeczeń i ewentualne skargi pauliаńskie wobec podmiotów powiązanych mogą ten okres jeszcze wydłużyć.
Przyjmijmy realistyczne założenie: opłata wejściowa 1 000 zł oraz koszt obsługi rzędu 100 zł plus VAT miesięcznie, czyli ok. 123 zł brutto na miesiąc (ok. 1 476 zł rocznie). Poniższe zestawienie ma charakter wyłącznie poglądowy, ilustrujący mechanizm kumulacji kosztu w czasie:
| Czas trwania | Tak, jak bywa to przedstawiane („ok. 80 zł/mc, jak rachunek za telefon”) | Realny koszt skumulowany (1 000 zł + 123 zł/mc) |
| 3 lata | rzędu 2,5–3 tys. zł | ok. 5,4 tys. zł |
| 5 lat | rzędu 4,5–5 tys. zł | ok. 8,4 tys. zł |
| 7 lat | rzędu 6–7 tys. zł | ok. 11,3 tys. zł |
Efekt zakotwiczenia – dlaczego ta kwota wydaje się mała
Warto na chwilę zatrzymać się nad tym, dlaczego opłata o tej skali bywa odbierana jako drobna. Działa tu dobrze znany w psychologii decyzji mechanizm – efekt zakotwiczenia (anchoring). Polega on na tym, że pierwsza liczba, którą usłyszymy, staje się „kotwicą”, względem której oceniamy wszystko, co następuje później – nawet jeśli ta pierwsza liczba została dobrana tak, by sprawiać określone wrażenie.
Gdy koszt przedstawia się jako „około 100 zł miesięcznie, jak rachunek za internet”, umysł kotwiczy się na małej, oswojonej kwocie i na porównaniu z wydatkiem, który każdy ponosi bez namysłu. Zniknie wtedy z pola widzenia liczba, która naprawdę powinna być przedmiotem decyzji – kilka tysięcy złotych zobowiązania rozciągniętego na lata, bez gwarancji rezultatu. Ta sama opłata przedstawiona jako „ok. 5 do 11 tys. zł łącznie, zanim policzymy prowizję od odzysku” uruchamia już zupełnie inną ocenę.
Nie twierdzimy, że którakolwiek z tych liczb jest fałszywa – obie da się arytmetycznie obronić. Wskazujemy jedynie, że wybór kotwicy jest wyborem ramy, a nie faktem. Państwa decyzja powinna opierać się na kwocie skumulowanej za cały prawdopodobny czas trwania postępowania, a nie na najmniejszej liczbie, jaką da się z tej kwoty wyprowadzić. To jedyny sposób, by porównywać oferty rzetelnie – i by nie dać się zakotwiczyć.
Zarząd nie twierdzi, że opłata roczna jest sama w sobie wygórowana – reprezentacja w wieloletnim postępowaniu ma realną wartość i swój koszt. Zwracamy uwagę na asymetrię informacji: kalkulacja eksponowana uczestnikowi opiera się na trzech latach i na stawce miesięcznej dobranej tak, by brzmieć niegroźnie, podczas gdy charakter sprawy zapowiada horyzont znacznie dłuższy, a realny koszt obsługi – wyższy. Prosimy po prostu, by podejmując decyzję, liczyli Państwo koszt w perspektywie całego prawdopodobnego czasu trwania, powiększony o ewentualną prowizję od odzyskanej kwoty.
Ścieżka karna jest dla nas priorytetem – i tu kryje się
istotne ryzyko
Najważniejszy powód ostrożności ma charakter ściśle prawny. Dochodzenie tej samej szkody dwiema drogami – cywilno-upadłościową i karną – nie jest obojętne. Klauzula antykumulacyjna z art. 415 § 1 zd. 2 Kodeksu postępowania karnego nie pozwala sądowi karnemu orzec obowiązku naprawienia szkody co do roszczenia, które jest już przedmiotem innego postępowania albo o którym prawomocnie orzeczono. Przyjmuje się, że postępowanie upadłościowe może być takim „innym postępowaniem”, a wpis na zatwierdzonej liście wierzytelności – wobec art. 264 Prawa upadłościowego – bywa zrównywany w skutkach z
prawomocnym orzeczeniem; teza ta jest jednak przedmiotem sporu i nie przesądza jej powołany niżej wyrok IV KK 234/17, który zapadł na tle nakazu zapłaty i wyroku cywilnego, nie upadłości. Zakaz działa przy tożsamości roszczenia – przedmiotowej (to samo zdarzenie i ta sama szkoda) i podmiotowej (ten sam zobowiązany).
W naszej sprawie powstaje pytanie pozornie techniczne, a w istocie rozstrzygające: dłużnikiem upadłościowym jest spółka, a obowiązek naprawienia szkody w procesie karnym orzeka się wobec osób fizycznych – członków zarządu. Czy to „ten sam zobowiązany”? Tu orzecznictwo nie jest jednolite, i właśnie ta rozbieżność jest dla Państwa najważniejsza.
Jedna linia wymaga ścisłej tożsamości i bywa skłonna uznać, że spółka i jej zarząd to różne podmioty, a roszczenie kontraktowe (np. zwrot depozytu) to nie to samo, co roszczenie deliktowe z przestępstwa. Druga linia – reprezentowana m.in. przez wyrok Sądu Najwyższego z 16 stycznia 2018 r., IV KK 234/17 – idąc dalej, uznaje tożsamość mimo formalnej różnicy podmiotów. Sąd Najwyższy przyjął tam, że art. 299 § 1 Kodeksu spółek handlowych (subsydiarna odpowiedzialność członków zarządu za zobowiązania spółki) tworzy między spółką a zarządem „nierozerwalną łączność”, która wypełnia wymóg tożsamości podmiotowej. Co więcej – uznał też tożsamość przedmiotową mimo kontraktowej podstawy roszczenia cywilnego, skoro wynikało ono z tego samego zdarzenia faktycznego, które okazało się przestępstwem. W rezultacie SN uchylił orzeczony w procesie karnym obowiązek naprawienia szkody jako niedopuszczalny.
Nie przesądzamy, która linia weźmie górę w sprawie naszych Członków – to zależy od konfiguracji konkretnego roszczenia i nie da się tego dziś rozstrzygnąć z góry. Ale wszędzie tam, gdzie to samo roszczenie byłoby dochodzone wobec tych samych osób, istnieje poważna i ugruntowana linia orzecznicza blokująca w takim układzie kompensatę karną – i właśnie dlatego kolejności obu ścieżek nie wolno pozostawić przypadkowi. W ocenie ryzyka prawnego nie liczy się tylko to, co jest pewne – liczy się to, co jest prawdopodobne i dotkliwe w skutkach. A skutek tu byłby dotkliwy: utrata możliwości uzyskania naprawienia szkody bezpośrednio od sprawców w procesie karnym, który uznajemy za główną drogę odzysku (Prokuratura Krajowa, Katowice).
Dobra wiadomość jest taka, że mamy czas. Sam wniosek o upadłość – dopóki postępowania nie otwarto i nie zatwierdzono listy wierzytelności – jeszcze klauzuli nie uruchamia, a postępowanie karne nie weszło w fazę rozstrzygającą. Dlatego kolejność i koordynacja obu ścieżek wymagają namysłu, a nie pośpiechu.
Co Zarząd rekomenduje
- Nie spieszą się Państwo z finansowaniem samodzielnego inicjowania upadłości, dopóki
nie jest jasne, czy i w której jurysdykcji ma ona sens – a także czy właściwsza nie będzie
węższa, lecz pewniejsza droga postępowania wtórnego. - Jeśli postępowanie zostanie gdziekolwiek otwarte – w Polsce lub w Estonii – wówczas
zgłoszenie wierzytelności jest racjonalne, tanie i Zarząd będzie do niego zachęcać oraz w
nim pomagać. - Decyzję o jakiejkolwiek płatności podejmują Państwo, licząc koszt w perspektywie
całego prawdopodobnego czasu trwania postępowania oraz ewentualnej prowizji od
odzysku, nie jednego roku. - Koordynujmy ze ścieżką karną: przed równoległym dochodzeniem tego samego
roszczenia warto skonsultować z Kancelarią, czy nie osłabia to pozycji w procesie
karnym. - W razie wątpliwości proszę kontaktować się z Zarządem przed dokonaniem wpłaty –
sprawdzimy stan sprawy i pomożemy ocenić sytuację.
Z wyrazami szacunku,
Aleksandra Wojciechowicz
Prezes Zarządu
Stowarzyszenie Pokrzywdzonych przez Zonda
r. pr. Robert Nogacki
Doradca prawny Stowarzyszenia
Kancelaria Prawna Skarbiec