Sprawa Zondacrypto: areszt, upadłość w Estonii i termin, którego nie wolno przegapić

Szanowni Członkowie i Sympatycy Stowarzyszenia,

w poprzednim podsumowaniu uporządkowaliśmy pięć dni, od piątku 21 do wtorku 25 sierpnia, które zmieniły tę sprawę: od kulis negocjacji Przemysława Krala z prokuraturą po oświadczenie obrony o „ogromnym majątku”. Tydzień jednak na wtorku się nie skończył. Ten tekst obejmuje kolejne dni, do soboty 29 sierpnia, i porządkuje je według tej samej zasady: osobno fakty, osobno doniesienia medialne, osobno nasze stanowisko, a każde istotne twierdzenie jest podlinkowane do źródła. Kto chce prześledzić całą historię, znajdzie ją w kalendarium afery prowadzonym przez Business Insider, obejmującym także wątek Sylwestra Suszka.

Kalendarium: trzy dni, które domknęły tydzień

Czwartek, 27 sierpnia, Warszawa. Funkcjonariusze Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości zatrzymali rano prezesa PKOl; jeszcze tego samego dnia usłyszał on zarzuty płatnej protekcji oraz zaspokojenia wybranych wierzycieli giełdy z pokrzywdzeniem pozostałych i nie przyznał się do winy. Według ustaleń śledczych relacjonowanych przez media miał on odzyskać z giełdy cały zainwestowany kapitał w czasie, gdy wypłaty innych klientów były już zablokowane. Co te zarzuty znaczą dla poszkodowanych, wyjaśniamy niżej.

Czwartek, 27 sierpnia, Tallinn. Sąd w Harju ogłosił upadłość BB Trade Estonia OÜ, operatora giełdy; syndykiem został Margus Lentsius. Z upadłości wynikają terminy, które biegną już teraz i które omawiamy niżej.

Noc z piątku na sobotę, 29 sierpnia. Po wniosku prokuratury sąd w Katowicach, po kilkugodzinnym posiedzeniu, zastosował wobec zatrzymanego trzymiesięczny tymczasowy areszt. Areszt to środek zapobiegawczy, nie wyrok.

Co czwartkowe zarzuty oznaczają dla poszkodowanych. Komentarz mec. Roberta Nogackiego

Czwartkowe zarzuty są dwa i każdy mówi co innego. Płatna protekcja to powoływanie się na wpływy w zamian za korzyść; tu śledczy pytają nie tylko, kto dostał pieniądze, ale też, co miał za nie załatwić. Drugi zarzut, dla Państwa istotniejszy, media streszczają skrótem: ktoś odzyskał wszystko. Art. 302 Kodeksu karnego, z którego ta konstrukcja pochodzi, karze jednak co innego: faworyzowanie, czyli wybiórcze spłacanie. Istotą przestępstwa jest to, że dłużnik, który nie może zaspokoić wszystkich wierzycieli i któremu grozi upadłość, spłaca lub zabezpiecza tylko wybranych i przez to działa na szkodę pozostałych. Karalny jest sam wybór poza kolejnością, a nie wysokość kwoty; to, że uprzywilejowany odzyskał akurat całość, jest jedynie miarą skali uprzywilejowania. Sprawcą tego czynu jest dłużnik, w spółce także osoby zajmujące się jej sprawami majątkowymi, ale prawo widzi też drugą stronę okienka: wierzyciel, który w takim spłacaniu świadomie współuczestniczy, odpowiada obok dłużnika, a osobny przepis karze wierzyciela, który przyjmuje korzyść za działanie na szkodę innych wierzycieli.

Jest w zarzucie faworyzowania jeszcze jedna informacja, ważniejsza, niż się wydaje. Przestępstwa z art. 302 nie popełnia dłużnik, który mógł spłacić wszystkich; przepis działa dopiero wtedy, gdy pieniędzy na wszystkich już nie było. Stawiając ten zarzut, śledczy przyjmują więc, że giełda w okresie wybranych wypłat nie była w stanie zaspokoić ogółu klientów. To pierwsze procesowe potwierdzenie tego, co widzieli Państwo wówczas na własnych kontach, i pierwszy zarzut w tym śledztwie, który dotyczy wprost mechanizmu pokrzywdzenia Państwa jako wierzycieli giełdy, a nie tylko otoczenia sprawy.

Osobną sprawą pozostaje wątek prezentów i sponsoringów opisany w poniedziałkowych publikacjach. Tam pracuje konfiskata rozszerzona, którą wyjaśnialiśmy w poprzednim podsumowaniu: mienie przeniesione na osobę trzecią uważa się, do wysokości tego, co przyszło od sprawcy, za należące do sprawcy, a oddanie pieniędzy niczego nie kończy, bo zabezpieczyć można równowartość. Czwartkowe zatrzymanie pokazuje, że kartografia przepływów, o której wtedy pisaliśmy, przestała być zapowiedzią i stała się czynnością procesową. Dla Państwa oznacza to tyle, że postępowanie realnie zmierza w stronę odtwarzania i zabezpieczania majątku, a nie tylko ustalania nazwisk.

Upadłość w Estonii: terminy, które właśnie ruszyły

Najważniejsza praktyczna wiadomość tygodnia nie przyszła z Warszawy ani z Katowic, lecz z Tallinna. Wierzytelności zgłasza się syndykowi w ciągu dwóch miesięcy od obwieszczenia o upadłości w estońskim dzienniku urzędowym Ametlikud Teadaanded, a pierwsze zgromadzenie wierzycieli wyznaczono na 17 września. Sam tor estoński oceniamy trzeźwo, tak samo jak poprzednio: pieniędzy raczej nie przyniesie, bo w samej Estonii istotnego majątku raczej nie ma, ale upadłość otwiera dostęp do ksiąg i dokumentów, czyli do wiedzy o tym, gdzie majątek był i dokąd popłynął. Zgłoszenie wierzytelności jest przy tym czynnością na tyle prostą, że nie warto z niej rezygnować. O praktycznych krokach, potrzebnych dokumentach i sposobie zgłoszenia poinformujemy Państwa odrębnym komunikatem. Pieniędzy szukamy przede wszystkim w polskim postępowaniu karnym; wiedzy wszędzie.

Koniec opowieści, początek liczenia

Przez cztery lata ta sprawa żyła opowieściami i była to jej najsprawniej działająca część. Klucze do majątku miał mieć założyciel, który zaginął. Rezerwy miały leżeć w zimnym portfelu, zaprezentowanym wiosną publicznie, choć nikt nie wykazał nad nim władania. Giełda miała w 2018 r. przenieść się na Maltę, ale analiza maltańskiego rejestru pokazuje obraz, który z tamtą zapowiedzią nie ma wiele wspólnego. W tym tygodniu doszła opowieść najnowsza, o „ogromnym majątku” ogłoszonym w mediach społecznościowych. Każda z nich, niezależnie od intencji autorów, robiła to samo: przesuwała moment policzenia.

Ten tydzień jest pierwszym, w którym z opowieściami zaczęła wygrywać procedura. Zarzut ma sygnaturę, areszt ma adres, upadłość ma syndyka, a syndyk ma kalendarz. Na tym polega różnica, na którą poszkodowani czekali od dawna: opowieść można snuć latami, procedurę trzeba wykonać. I procedura nie słucha, procedura liczy.

Najlepiej widać to w pytaniu, które śledztwo zadało w czwartek na głos: kto wyszedł z kolejki z pieniędzmi, kiedy reszta w niej stała, i kto go z tej kolejki przepuścił. Odpowiedź na takie pytanie nie mieszka w niczyjej pamięci ani na niczyjej konferencji prasowej; mieszka w księgach, przelewach i na blockchainie, w materiale, którego nie da się odwołać tak, jak odwołuje się słowa. Dlatego na areszt i upadłość patrzymy bez satysfakcji, ale z uwagą. To nie jest widowisko; to narzędzia dostępu do materiału. Dokumentacja zabezpieczana w Polsce i księgi przejmowane przez syndyka w Estonii to dwa końce tej samej nici.

Przez cztery lata czas pracował przeciwko Państwu: zacierał ślady i wyczerpywał cierpliwość. Od czwartku po raz pierwszy pracuje dla Państwa, pod jednym warunkiem: że zostanie wykorzystany, bo i terminy z Tallinna, i warszawska klauzula o „zgłoszonych” nagradzają wyłącznie tych, którzy istnieją w aktach. Cztery lata temu z tej sprawy zniknął człowiek, potem zniknęły pieniądze, na końcu miały zniknąć odpowiedzi. Ten tydzień pokazał, że odpowiedzi nie znikają. Czekają w księgach, a księgi właśnie zmieniły gospodarza.

Stan na sobotę, 29 sierpnia 2026 r. Informacje o zarzutach i zatrzymaniu pochodzą z doniesień prasowych; zatrzymanego, jak każdego, chroni domniemanie niewinności.