Sprawa Zondacrypto: co naprawdę wydarzyło się w ostatnich dniach i co z tego wynika dla poszkodowanych

Szanowni Członkowie i Sympatycy Stowarzyszenia,

procedura rejestracji Stowarzyszenia w Krajowym Rejestrze Sądowym wciąż trwa i rozumiemy zniecierpliwienie, które budzi urzędowy kalendarz. Organizacyjnie nie czekamy: bieżącą analizę prawną prowadzimy bez przerwy. Ostatnie dni przyniosły w sprawie giełdy lawinę doniesień, deklaracji i politycznych emocji, dlatego porządkujemy je według prostej zasady: osobno fakty potwierdzone, osobno doniesienia medialne, osobno nasze stanowisko. Daty mają tu znaczenie, bo obraz zmieniał się z dnia na dzień, a każde istotne twierdzenie podlinkowaliśmy do źródła.

Kalendarium: pięć dni, które zmieniły sprawę

Piątek, 21 sierpnia. Onet opisał kulisy trwających od miesięcy negocjacji Przemysława Krala z prokuraturą. Według stanu na ten dzień Kral nie miał statusu podejrzanego ani przedstawionych zarzutów, a rozmowy ze śledczymi prowadzili w jego imieniu mec. Roman Giertych i mec. Jacek Dubois. Onet pisał również o oporze części służb wobec przyznania Kralowi statusu świadka koronnego; wśród powodów wymieniał skalę wyprowadzenia środków klientów oraz potencjalną wiedzę o okolicznościach zaginięcia twórcy BitBay, Sylwestra Suszka.

Niedziela, 23 sierpnia. TVP Info ogłosiła, że Kral „został małym świadkiem koronnym” i składa w prokuraturze obszerne wyjaśnienia. Dlaczego ten nagłówek jest prawniczo błędny, a mimo to niesie ważną informację, wyjaśniamy niżej. Tego samego dnia obszerny reportaż o sprawie opublikował The New York Times: „Four Years Ago, a Crypto Boss Went Missing. Now His Successor Has.”; omówiliśmy go osobno.

Poniedziałek, 24 sierpnia. Dwa uderzenia. Rano wspólne śledztwo Wirtualnej Polski i TVN24 opisało prezenty, które miały trafić od Krala do prezesa PKOl, w tym zegarek Patek Philippe wart 40 tys. euro; fakturę wystawiono w listopadzie 2025 r. na nazwisko i prywatny adres Krala, a zainteresowany zaprzecza i twierdzi, że za zegarek zapłacił z własnych środków. Tego sporu nie rozstrzygamy; odnotowujemy go, bo pokazuje kierunek pracy śledczych: odtwarzanie, dokąd płynęły pieniądze z giełdy. Po południu Onet podał, że Kral usłyszał zarzut udziału w oszustwie i podjął współpracę z prokuraturą, licząc na nadzwyczajne złagodzenie kary. Z tych samych ustaleń wynika, że śledczy traktują giełdę jako mechanizm wyprowadzania środków klientów, a straty szacują już na co najmniej 2,4 mld zł.

Wtorek, 25 sierpnia. Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek poinformował o przełomie w śledztwie, a Prokuratura Krajowa podała, że pozyskiwane są nowe dowody, zabezpieczana jest dokumentacja, w tym cyfrowa, i prowadzone są czynności z udziałem podejrzanych, bez ujawniania nazwisk. Potwierdzono też ponownie, że 30 lipca 2026 r. śledztwo w sprawie giełdy połączono ze śledztwem Śląskiego Wydziału Zamiejscowego Prokuratury Krajowej, obejmującym okoliczności zaginięcia Sylwestra Suszka; między sprawami zachodzi związek osobowy i przedmiotowy, a nadzór sprawuje szef tego wydziału. Pytany wprost, czy Kral uzyskał status małego świadka koronnego, minister zasłonił się tajemnicą śledztwa. Niemal równocześnie mec. Roman Giertych oświadczył, że od maja jest obrońcą Krala i że jego klient „przedłożył do dyspozycji prokuratury ogromny majątek”, który łącznie z wcześniej zabezpieczonym „powinien wystarczyć do zaspokojenia wszystkich pokrzywdzonych, którzy zgłosili się jako tacy do prokuratury”.

Jak pogodzić piątkowy „brak zarzutów” z niedzielnymi „wyjaśnieniami”? Kalendarzem. Wyjaśnienia składa w polskiej procedurze wyłącznie podejrzany albo oskarżony; świadek, także koronny, składa zeznania. Sekwencja jest więc czytelna: w piątek zarzutów jeszcze nie było, w niedzielę pojawiły się wyjaśnienia, a w poniedziałek Onet podał wprost, że zarzut został przedstawiony. Formalnego potwierdzenia z nazwiskiem ze strony prokuratury nie ma i uczciwie to odnotowujemy.

Reportaż Timesa otworzył sprawie drzwi na świat i w ślad za nim o Zondacrypto piszą media na wszystkich kontynentach, między innymi:

Pełny przegląd zagranicznych publikacji, od Chin po aplikację KuCoin, prowadzimy na bieżąco. Dla poszkodowanych ta widoczność ma wymiar praktyczny: sprawy, na które patrzy światowa prasa, trudniej zamieść pod dywan, a zagranicznym instytucjom trudniej odmawiać współpracy w zabezpieczaniu śladów i aktywów.

Mały świadek koronny bez mitów. Analiza prawna mec. Roberta Nogackiego

Doniesienia o „statusie małego świadka koronnego” analizuje dla nas mec. Robert Nogacki:

Instytucja z art. 60 § 3 Kodeksu karnego, potocznie nazywana małym świadkiem koronnym, nie jest żadnym statusem ani tytułem przyznawanym w gabinecie prokuratora. To podstawa nadzwyczajnego złagodzenia kary. Korzystający z niej pozostaje współoskarżonym i zasiada na tej samej ławie co osoby, które obciążył. Orzecznictwo Sądu Najwyższego wymaga przy tym lojalności całkowitej i nieodwołalnej: mówić wszystko, szczerze, bez dozowania informacji i bez ich odwoływania. Ustawodawca dopisał też w Kodeksie postępowania karnego dwie klauzule na wypadek, gdyby skruszony rozmyślił się po wyroku: kto odwoła albo istotnie zmieni swoje wyjaśnienia, temu nawet własna apelacja może obrócić się na niekorzyść, a prawomocnie zakończony proces można wznowić, jeżeli zeznając później przeciwko dawnym wspólnikom nie potwierdzi tego, co sam ujawnił. Dlatego mówimy: sześćdziesiątka to nie status, to weksel. Płaci się dziś, wyjaśnieniami, które zostają w aktach na zawsze; wypłata przychodzi na końcu albo wcale.

Dlaczego rozmowy zjechały z ustawy o świadku koronnym na art. 60 § 3? Ustawa o świadku koronnym w art. 4 zamyka drzwi każdemu, kto kierował zorganizowaną grupą. Jeżeli śledczy widzą w Kralu głowę struktury, a nie jej rękę, pełna bezkarność była prawnie niedostępna i sześćdziesiątka pozostała jedynym papierem na stole.

Dla poszkodowanych najważniejsza jest zmiana „waluty” układu. Duży świadek koronny płaci majątkiem: ustawa każe mu wyjawić majątek własny oraz znany mu majątek pozostałych sprawców. Przepis art. 60 § 3 mówi o osobach i istotnych okolicznościach, o majątku milczy. Media ekscytują się dziś nazwiskami polityków; nas interesują portfele. Będziemy twardo bronić stanowiska, że w tej sprawie los środków klientów należy do istotnych okoliczności przestępstwa, o których mówi przepis; w komentarzach do kodeksu wśród istotnych okoliczności wymienia się rozmiar korzyści i miejsce ukrycia łupów. Nazwiska bez portfeli nie powinny wystarczyć i to stanowisko będziemy przedstawiać prokuraturze na każdym etapie, bo to prokurator trzyma szlaban: bez jego wniosku złagodzenia nie ma.

Mały świadek koronny pozostaje oskarżonym i skazanym, więc w jego wyroku sąd może orzec na rzecz pokrzywdzonych obowiązek naprawienia szkody z art. 46 Kodeksu karnego; przy świadku koronnym w ścisłym sensie to niewykonalne, bo jego sprawa kończy się umorzeniem. Kodeks ustawia też właściwą kolejność przy majątku: przepadku na rzecz państwa nie orzeka się w zakresie, w jakim korzyść podlega zwrotowi pokrzywdzonym. Pieniądze mają najpierw wracać do klientów, a dopiero potem do fiskusa, i tej kolejności będziemy pilnować.

Prezenty, sponsoringi i konfiskata rozszerzona: dlaczego to także są pieniądze poszkodowanych

Od nowelizacji z 2017 r. prawo zna konfiskatę rozszerzoną. Jeżeli mienie pochodzące z przestępstwa zostało przeniesione na osobę trzecią, faktycznie lub pod jakimkolwiek tytułem, rzeczy i prawa majątkowe tej osoby uważa się z mocy ustawy za należące do sprawcy, do wysokości tego, co od niego przyszło. Odbiorca nie musi mieć zarzutów; chcąc się obronić, sam musi wykazać, że okoliczności nabycia nie dawały podstaw do przypuszczenia, iż mienie, choćby pośrednio, pochodzi z czynu zabronionego. Wydanie pieniędzy niczego nie kończy, bo zabezpieczyć można równowartość na pozostałym majątku odbiorcy. Rzeczywista umowa reklamowa w cenie rynkowej chroni; nadwyżka ponad rynek to już nie wynagrodzenie, tylko transfer w kostiumie faktury. Dla nas znaczenie tych przepisów jest praktyczne: każdy udokumentowany prezent, sponsoring i przelew to punkt na mapie, po której szły pieniądze klientów, i potencjalne dodatkowe źródło zaspokojenia. Dlatego doniesienia takie jak poniedziałkowe czytamy nie jak sensację, lecz jak kartografię.

„Ogromny majątek” i klauzula, którą każdy poszkodowany powinien przeczytać dwa razy

Wtorkowe oświadczenie obrony przyjmujemy z zadowoleniem i z miarką w ręku. „Ogromny” to przymiotnik, a pokrzywdzonym potrzebny jest rzeczownik: wykaz, wycena i forma prawna. Procedura karna zna dobrowolne wydanie rzeczy, zabezpieczenie majątkowe, zwrot korzyści i naprawienie szkody; każda z tych form zostawia w aktach protokół albo postanowienie z podpisem. Oświadczenie w mediach społecznościowych nie zostawia niczego. Jeżeli w tym majątku są kryptoaktywa, test jest prosty i szybki: wydanie kluczy prywatnych do portfeli albo przelew środków na adresy zabezpieczone przez prokuraturę; salda adresów są w blockchainie jawne, więc taki majątek policzymy w godziny. Ta sprawa już raz pokazała różnicę między wskazaniem adresu a kontrolą nad kluczem, gdy w kwietniu zaprezentowano publicznie portfel z 4,5 tys. bitcoinów, nad którym nikt nie wykazał władania. Jeżeli zamiast kluczy pokrzywdzeni zobaczą papier, udziały, wierzytelności i wartości niematerialne, zwrot zamieni się w wieloletnią licytację.

Najwięcej ważą jednak ostatnie słowa oświadczenia: zaspokojeni mają być pokrzywdzeni, „którzy zgłosili się jako tacy do prokuratury”. Straty klientów śledczy szacują już na co najmniej 2,4 mld zł, a formalne zawiadomienia złożyła dotąd tylko część poszkodowanych. Jeżeli rachunek wystarczalności robi się wyłącznie dla zgłoszonych, to każdy, kto zawiadomienia nie złożył, w tym rachunku nie istnieje. Wniosek dla każdego z Państwa jest jeden i pilny: proszę złożyć zawiadomienie i zadbać o status pokrzywdzonego teraz, nie dopiero po akcie oskarżenia.

Uczciwie o proporcjach i o dwóch frontach

Nie obiecujemy cudów i prosimy nie wierzyć nikomu, kto je obiecuje. Skala jest bezprecedensowa: szacunek strat urósł od wiosennych setek milionów do co najmniej 2,4 mld zł według poniedziałkowych ustaleń, a minister deklaruje, że priorytetem śledztwa jest zabezpieczanie środków z myślą o pokrzywdzonych; wtorkowe deklaracje obrony, jeżeli zmaterializują się w aktach, mogą tę perspektywę istotnie poprawić. Równolegle działa front estoński: od 27 lipca spółka BB Trade Estonia OÜ, operator giełdy, nie może rozporządzać majątkiem bez zgody tymczasowego syndyka, a dostępny materiał wskazuje, że w samej Estonii istotnego majątku raczej nie ma. Ten tor oceniamy trzeźwo: pieniędzy raczej nie przyniesie, ale otwiera dostęp do ksiąg i dokumentów, czyli do wiedzy o tym, gdzie majątek był i dokąd popłynął. Pieniędzy szukamy przede wszystkim w polskim postępowaniu karnym; wiedzy wszędzie.